05.05
Piąty dzień nad morzem i powrót do domu. Wcześnie rano tata poszedł po 4kg śledzi. W tym samym czasie mama nas pakowała. Łogry grały na konsoli i zaczęli piszczeć, że im wyłączyłem głos. Na śniadanko zjadłem chleb z serem topionym i sowa też jadła, ale się uglajdrała. Następnie poszliśmy jak zwykle na gokarty. Tym razem, poszła także z nami Kornelia. Ja z sową wzięliśmy dwuosobowego gokarta a Stif jednoosobowego. Na obiad łogry to co jedzą codziennie FRYTKI!!!.Ja zamówiłem naleśniki z dżemem. Po obiedzie pakowaliśmy walizki do auta. Gdy wyjechaliśmy muluchy spały godzinę. Po godzinie jechały przed nami dwa auta które się ślimaczyły i matula się wkurzyła i wyprzedziła je z dużą prędkością i POLICJA JĄ ZŁAPAŁA!!!. Odrazu mandacik na drogę i dowidzenia. Gdy dojechaliśmy, przywitaliśmy się, później kolacja, kakao, do mycia i spać
Biedna mama, na pewno się zestresowała...
OdpowiedzUsuńsuper pamiętnik :)
OdpowiedzUsuńTeż niedawno byłam nad morzem
OdpowiedzUsuńWeronika Anioła
lubię naleśniki i skąd ci przyszło do głowy nazwa łogry
OdpowiedzUsuń